juz odkad umiem myslec zastanawialem sie jaki jest sens mojego zycia i po latach poszukiwan w wieku jakis 10 lat wymyslilem ze celem mojego zycia bedzie uszczesliwnianie i rozpieszczanie sie!!! odrazu zrozumialem ze do tego potrzebne jest dobre wyksztalcenie, kupa kasy i mile osoby wokol mnie... i dzis... idac dalej ta "przyjemna" droga wiem -z obserwowania siebie -i tego co mi naprawde dobrze robi, ze aby byc szczesliwym wystarczy isc droga jaka natura kazdemu zwierzeciu w instynkcie przekazuje... czyli zabezpieczyc sie w kazdy mozliwy sposub przed glodem fizjologicznym jak i tym sercowym, starac sie byc coraz to silniejszym samcem zeby nie musiec wybierac tych slabych nieciekawych samiczek noi ostatecznie wypelnic swoje zycie poprostu potomstwem tej wymazonej... wedlug moich obliczen i doswiadczen ktore zbieralem prubujac robic wszystko co sie tylko da i przebywac z kazdym rodzajem ludzi, obserwujac ich zycie wyliczylem ze jeszcze jakies pare lat bede zyl w fazie perfekcjonowania siebie..., zeby ostatecznie udac sie na lowy tej jedynej i zeby spedzic z nia reszte mojego zycia majac duzo dzieci, wlasny dom na kawalku ziemi na ktorym bedzie moje wlasne jezioro i kawalek lasu do tej pory sprawia mi trzymanie sie tego planu ogromna radoche i krok za krokiem czuje sie coraj bardziej spelniony... dlatego nie boje sie zmieniac i normalniec bo o wiele wiecej skorzystam niz strace....